[everything in its right place.]
20.01.2012 23:52
kiedy spotykamy się w przelocie w jakimś podrzędnym lokalu na kawę w biegu, prosi mnie o klucze do mojego mieszkania. w akcie wielkiego zdziwienia unoszę brwi i zaczynam się śmiać, to już chyba przesada. jednak patrząc na jego twarz, widzę stanowczość i ciepło w oczach, które powoli mnie przekonuje. potrzebuję godziny przed twoim powrotem, mówi i zabiera klucze.
kilka godzin później, pełna obaw otwieram drzwi mieszkania i zaczynam nie poznawać własnego domu. podchodzi do mnie, nigdy nie widziałam go tak poważnego i tak skupionego, choć przecież znamy się tyle lat. prosi, abym niczego nie mówiła, o nic nie pytała i rozbiera mnie zostawiając tylko bieliznę, sam ma na sobie czarne bokserki i białą koszulę. wyłącza wszystkie telefony i wykręca dzwonek do drzwi, nic nie może przeszkodzić. siadam na poduszkach, które ułożył dla mnie na środku pokoju, rozglądam się i widzę sporo różnych kadzideł i świec. skrywam małe niezadowolenie i nic nie mówię, zgodnie z poleceniem. klęka za mną i dłońmi próbuje rozluźnić moje ramiona i napięty kark. po chwili siada na przeciwko mnie i wyjaśnia, co będzie się działo i co nie powtórzy się więcej, ze względu na moją przeszłość. podaje mi niewielki kubek z cieczą, która wygląda jak strasznie brudna woda z jeziora. wypijam jego zawartość nie bez obaw, kilkanaście minut później cała pokrywam się zimnym potem, mój kręgosłup łamie się na kilka części, a jego ramiona stają się bezludną wyspą, gdy mojemu ciału kradną resztki integralności. z niepokojem obserwuję, jak sama wychodzę z siebie, halucynuję jak nigdy wcześniej i pierwszy raz wierzę, że to co widzę dzieje się naprawdę. kiedy kochamy się tej nocy czuję wszystko dziesięć razy bardziej, dziesieć razy mocniej i przeżywam coś, czego jeszcze nigdy nie przeżyłam. dzieje się ze mną coś niepojętego, budzę się jeszcze kilka razy o różnych porach nocy i dnia, ale nie pamiętam nic poza wirującym pokojem i jego twarzą pełną spokoju. przesypiam prawie dobę, a po przebudzeniu on jawi mi się w zupełnie innym świetle. on jest inny, ja jestem inna i wiem, że już nic nigdy nie będzie, jak przedtem.
Komentuj (6)


[uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd.]
19.01.2012 0:14
przeglądam jakieś gazety w poszukiwaniu wytłumaczenia na to wszystko, co się dzieje, kiedy nagle czuję na sobie jego oddech. mówi, że musi mnie dotknąć teraz, dokładnie w tej chwili, na tej właśnie podłodze, nigdzie indziej. zaczyna masować moje zmęczone stopy i gładzi łydki frywolnie biegające w powietrzu. kiedy wracamy z wieczornego spaceru pachnącego mrozem, wtula się w zapach perfum na moich nadgarstkach i przygotowuje mi gorącą kapięl.
odzyskuję pełnię świadomości nad ranem, gdy sąsiedzi z piętra niżej kończą już swoją żenującą zabawę, wymykam się z łóżka na nocnego papierosa. wracam do sypialni i widzę, że się obudził. w półmroku paru starych świec pyta o moje smutne oczy i wiele innych rzeczy. rzeczy z czasów, kiedy jeszcze ciskaliśmy w siebie tą całą niespełnioną żądzą. kiedy odwracałam wzrok mając wrażenie, że potrafi odczytać mnie na wylot. postanawiam mówić i nie oszczędzać słów, słucha cierpliwie, nie przerywa ani nie zadaje pytań, na jego twarzy nie drży ani jeden mięsień. na sam koniec mojej opowieści zaciska powieki chyba ze zdenerwowania i tego całego bólu na mojej twarzy. nagle zaczyna mówić szeptem, powoli i bardzo wyraźnie. nosisz w sobie więcej smutku, niż jakikolwiek człowiek jest w stanie sobie wyobrazić, kompletnie nie mówiąc już o przeżyciu tego.
Komentuj (1)


[nous sommes tous devenus des éléphants.]
14.01.2012 22:50
szepczesz mi do ucha, że moje usta smakują taką najprawdziwszą krwistą czerwienią, a kiedy je całujesz, aż ciężko ci oddychać. kiedy nazywasz mnie swoją kruszyną i szkicujesz drobne kółka wokół pieprzyka na mojej lewej piersi nieśmiało się uśmiecham i przez zamknięte oczy myślę o zupełnie innym ciele. nazajutrz trzymasz mnie za rękę, kiedy muszę znosić te wszystkie gorzko śmiejące się ze mnie zastrzyki, po których moja skóra się kruszy. robię się wtedy taka nastroszona, a ty całujesz moje powieki, aby zapanował już spokój i tylko spokój. kładę drżącą dłoń na twoim ramienu. już dobrze, już dobrze.
Komentuj (1)


[intimo.]
23.12.2011 3:49
staram sie przestać istnieć tylko wtedy, gdy trzymasz mnie za rękę i dlatego wychodzę wieczorem z przyjaciółmi, tańczymy do upadłego. patrzę na nią i uświadamiam sobie, że gdybym miała zrezygnować z mężczyzn, to tylko dla niej. mówię jej to tak nagle, a ona całuje mnie równie nagle i namiętnie. widzę, jak zostajemy same na środku parkietu i jak wszyscy mężczyźni patrzą tylko na nas, a muzyka tak nagle zaczyna słabiej brzmieć. przez tyle lat nie zdawałam sobie sprawy, że te usta mogą rzeczywiście smakować tak delikatnie. mogą mieć dokładnie tak delikatny smak, jak to sobie wyobrażałam.
Komentuj (7)


[don't forget me.]
03.12.2011 3:15
dwie butelki czerwonego wina pozwalają mi wprowadzić się w stan lekkiej i błogiej lewitacji nad rzeczywistością. wychodzę na balkon tylko w czarnym podkoszulku i twoich bokserkach. wypalam parę pijanych papierosów i jakby nie czuję nagłego drżenia, jakie opanowuje każdą komórkę mojego ciała. kilkanaście minut później bezmyślnie odbieram telefon od niego. bez wina nawet się nie zjawiaj, kpię. nie mija godzina, słyszę pukanie do drzwi, zgrabnie kłaniam się i ironicznie wywijam lewą ręką, w której trzymam kieliszek w geście zaproszenia. od razu widzi specyficzny błysk w moich źrenicach i zanurza dłoń lokach na mojej głowie, całując mnie namiętnie. zauważa krawędź sutków przebijających się przez bawełnę podkoszulka, obejmuje mnie butelką, którą przyniósł. kiedy mimowolnie opieram się o kredens w przedpokoju, całuje skórę mojego brzucha w ten sposób, że nie czuję się już źle. zieleń jego oczu jest podobna do zieleni twoich oczu, ale to nie ty się tu liczysz. zdobywam się na uśmiech, którego sztuczności nie dostrzega, i co w sumie uważam za dość urocze. kiedy zaczynam się chwiać, wpadam w jego ramiona, które zanoszą mnie do łóżka w sypialni. tam centymetr po centymetrze coraz bardziej kocha moje ciało, a ja nie mam siły mu tego odbierać. oddaję się temu razem z nim.
Komentuj (6)


[zapasy na zimę.]
29.11.2011 1:13
powoli mam już dość wszystkich osób, które przewinęły się ostatnio przez moją sypialnię. nie odbieram telefonów od niego i od małej, inni chłopcy poszli za moją radą w świat, a nawet tobie zabrałam klucze od mojego mieszkania. późna polska złota depresja tymczasem staje się okazją na odnowę formy psychicznej. popołudniami zaszywam się w swoim ulubionym fotelu, na kredensie stoi zapas papierosów i alkoholu na ładnych parę dni.
Komentuj (8)


[drżymy.]
27.11.2011 1:08
spoglądam na jego dłonie na kierownicy, podoba mi się, w jak pewny i trochę nonszalancki sposób prowadzi auto. biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, był jedyną osobą, do której telefon rozważałam z tak roztrzęsionym głosem. nie rozmawiamy, moja noga luźno kołysze się wisząc na drugim kolanie, próbując ukryć zakłopotanie. wilgotne włosy opadają mi na odsłonięte piersi, cały czas uciekam przed jego wzrokiem. prowadzi samochód w taki sposób, że jestem nawet gotowa usnąć, dlatego powoli zasłaniam źrenice, starając się nie trzaskać powiekami. parę minut później, kiedy widzi moje przymknięte oczy, ostrożnie manewruje ramionami i zdejmuje swój sweter. przykrywa mnie nim i czując znów ten obłędny zapach wiem, że w parę godzin bezpiecznie dowiezie mnie na miejsce.
Komentuj (1)


[so don't stop me now.]
24.11.2011 22:55
spotykamy się znowu, choć czuję, że dla niego to coraz bardziej niebezpieczne. nad ranem otulam się jego obłędnymi perfumami w postaci białej koszuli z kołnierzykiem. zaparzam herbatę w moim ulubionym kubku i staję przy drzwiach balkonowych. dłońmi obejmuję ramiona i słyszę jego cichy krok, jednak nie odwracam się. chłodną dłonią przesuwa po moim udzie i kładzie głowę na moim ramieniu. pyta dlaczego nie śpię, a ja mówię, że polubiłam jego koszulę. częstuję herbatą i po chwili wracamy do łóżka. kiedy czuję jak mnie dotyka a później słyszę jego śpiący oddech nad moją głową wiem, że po tylu latach wpadł po uszy jak gówniarz jakim był, kiedy się poznaliśmy.
Komentuj (2)


[halo halun.]
23.11.2011 12:00
nocą znowu halucynuję i nie mogę przestać drżeć. próbujesz mnie dotknąć, przytulić, ale ja tylko trzęsę się coraz bardziej. widzisz kolejne rany na moim ciele, a ja widzę twoje gniewne oczy. zawijam się w kołdrę i chcę zniknąć. wychodzisz i słyszę jak dzwonisz. panie doktorze, znowu przestała brać leki. otwieram okno, oddycham głęboko i siadam na parapecie. patrzę w dół i kręci mi się w głowie. widzę cię podwójnie i czuję krwotok z nosa. wpadam w panikę, mówisz, że żadnego krwotoku nie ma, że tylko mi się wydaje, że już, że spokojnie, już już. budzę się przywiązana do ramy łóżka z zimnym okładem na czole. przepraszam, musiałem. znowu zrobiłabyś sobie krzywdę.
zasypiasz z głową na moich piersiach.
Komentuj (2)


[ironio.]
20.11.2011 2:41
spotykamy się po tylu latach, a wokół nas wciąż krąży to samo ciężkie powietrze wypełnione napięciem i pożądaniem. perfekcyjnie udajemy, delikatnie muskamy się spojrzeniami i przegadujemy całe popołudnie i wieczór. kiedy już nie mamy siły ani ochoty zamawiać kolejnych rozwodnionych porcji alkoholu, spacerujemy przez pół miasta. bardzo ironicznie łamię obcas prawego buta przy samym mieszkaniu i bardzo ironicznie moja obolała kostka staje się okazją do wproszenia się na górę. oboje wiemy, co się właśnie dzieje, dlatego idę po kieliszki i chłodne wino. wpadamy na siebie w progu kuchni, przestraszona upuszczam kieliszki, które ścielą się jak dywan dookoła naszych stóp. widzę jego powiększone źrenice, uśmiecham się i już wiem, że wygrałam. gwałtownie mnie całuje, a w talii czuję długie i ciepłe palce jego dłoni. jeszcze przed wejściem do sypialni jesteśmy prawie nadzy. szaleję, gdy popycha mnie na łóżko, wylewa odrobinę wina na mój brzuch i powoli, niemal sadystycznie spija kropelkę po kropelce z mojego pępka. parę chwil później dłońmi kurczowo chwytam za ramę łóżka i oboje czujemy, jak bańka wypełniona tyluletnim pożądaniem pęka po raz pierwszy tej nocy. później budzimy się i zasypiamy wiele razy, ale udaję, że śpię, gdy nad ranem szeptem wypowiada słowa: tak długo marzyłem o tej chwili...
Komentuj (6)


<

2012
2011
2010
2009
2008


duszność
lastfm
chagrin
folio
ownlog


dusznosc@gmail.com